Laboratorium Frankensteina

Ząbkowice Śląskie zwane są nie tylko miastem Krzywej Wieży, ale i Frankensteina. Dlaczego Frankenstein?
Po pierwsze, dlatego, że od średniowiecza aż do 1946 roku Ząbkowice Śląskie nosiły nazwę Frankenstein. A po drugie historia miasta związana jest z … samym doktorem Frankensteinem.

Śladami Frankensteina

Co z Ząbkowicami ma wspólnego doktor Frankenstein i stworzony przez niego potwór? Okazuje się, że zaskakująco wiele. W roku 1606 w mieście Frankenstein wybuchła epidemia dżumy. Niemal trzecia część miejscowej ludności straciła życie. O wywołanie zarazy oskarżono szajkę grabarzy, którzy stracili życie paląc się w ogniu ówczesnej sprawiedliwości. Dwieście lat później angielska pisarka Mary Shelley tworzy postać szalonego naukowca, który powołuje do życia bezimiennego stwora. Czym się inspirowała, co skłoniło ją aby główny bohater nazywał się Frankenstein? Odpowiedź na te pytania znajduje się w mrocznym laboratorium doktora Frankensteina w tajemniczych podziemiach miejscowego muzeum.



Frankenstein Powrócił

Los Frankensteina może być w Twoich rękach!

Mary Shelley zaczęła już pisać kolejną część swojej powieści, ale ty przyjdź i sam zdecyduj jak potoczy się jego dalsza historia… Zapraszamy na interaktywną opowieść, która będzie pamiątką pobytu w naszym mieście i świetną zabawą, której owocem będzie dalsza część życia Frankensteina… kto wie, może doczeka się swojej adaptacji filmowej?


Poniżej znajduje się dotychczasowa historia…

Frankenstein Powrócił

Ty też możesz stać się współautorem nowej książki o Frankensteinie

Przyjedź do Ząbkowic Śląskich i idź Śladami Frankensteina by u Mary Shelley dopisać kolejny wers historii…

Frankenstein Powrócił

Potwór Frankenstein wiele lat tułał się po świecie szukając szczęścia…
Z racji swojego wyglądu budził postrach wśród każdej napotkanej osoby…
Na początku 2020 roku okazało się jednak, że na świecie pojawiło się coś, czego ludzie bali się jeszcze bardziej.
Sam Frankenstein poczuł niepokój i zapragnął wrócić tam, skąd pochodził szukając schronienia…

Napotkał dwóch wędrowców, którzy podobnie jak on, budzili postrach. Frankensteina jednak nie przestraszyli. Podszedł do nich, gdy próbowali podtrzymać krzywą Wieżę. Po co? W końcu wiedział, że ten piękny zabytek się nie przewróci. Pragnął jednak zyskać nowych przyjaciół i zdobyć ich zaufanie. Postanowił zatem pomóc im podtrzymać krzywą Wieżę, jednocześnie tłumacząc, dlaczego jest taka krzywa. Nagle, cegłówka którą trzymał dłonią, wypadła, a wraz z nią mały kluczyk… Niestety kluczyk wpadł w kratkę kanalizacyjną. Frankenstein próbował go wyciągnąć i utknął głową w dół. Dwaj wędrowcy bez zastanowienia ruszyli mu na pomoc. Kiedy wyciągnęli Frankensteina, ten spostrzegł, że koło kluczyka znajduje się małe czarne pudełko. Jednak małe czarne pudełko okazało się puste. A pogoda tego dnia była bardzo ponura. Nad całym zebranym towarzystwem przetaczały się ciężkie ołowiane chmury, a w powietrzu czuć było nadchodzącą burzę. Frankenstein w całej swej postaci wyglądał w tej aurze wyjątkowo. Wzrok Frankensteina nieustannie przyciągała Krzywa Wieża. Nastała cisza, niebo się rozjaśniło, a nad miastem pojawiło się słońce.

-Nie wiem kiedy powstała. Być może jest pozostałością dawnego zamku, a może miejskiej bramy. Nic pewnego, ale ciekawe czy zawsze była taka pochylona? – mówił do siebie… 

Frankenstein zastanawiał się co będzie dziś badał. Przygotował kilka preparatów i zajrzał do ksiąg chemicznych.

Już wiem- powiedział- i rozpoczął dzieło… 

Frankenstein zastanawiał się cóż to za nowa choroba nastała na świecie, gdy tak myślał, wpadł na pewną myśl i postanowił, że coś pomyśli… Postanowił znaleźć kolejne kozły ofiarne i zwalić na nich winę za epidemię. Tworząc po nocach i w ukryciu, zszywając zwłoki stworzył marszałka T… o. Wymyślił covid, nową zarazę… I tak się nadal dzieje… ciągną się dzieje tragiczne, okrutne, bo Frankensteinów nam przybywa. Począwszy od góry, aż po sam dół. Za parę srebrników potrafią swoją duszę, a nawet i ciało sprzedać, za by… I tak właśnie historia się toczy… Żyjemy dalej, nie wiedząc co przyniesie dalej nam los… A może czekają nas dni okrutne, jeszcze gorsze niż obecne??? Frankenstein zachwycony krzywą budowlą nie przejął się obecną sytuacją, postanowił zwiedzić pozostałe zabytki miasta, po którym otrzymał swoje imię. Przechodząc obok Krzywej Wieży, jego oczom ukazał się różowy budynek Izby Pamiątek, gdzie niegdyś mieszkał słynny rycerz Kauffung, tam spotkał… Współczesną wiedźmę, która wybrała się na oglądanie podziemi domostwa. Jednakże przestraszona inscenizacją, nie do końca zapewne sztuczną, w popłochu owe podziemia opuściła by…wpaść w ręce rozwścieczonej tłuszczy.

Spalić ją! – krzyczeli na przemian – wystawić na męki!

Przerażona kobieta nie czekając długo, zagwizdała na palcach wzywając swą latającą miotłę i wzbijając w niebo zanim dosięgły ją ręce pokaźnego chłopa. 

Trzeba coś zrobić – pomyślała kobieta. Nie chcę umierać nawet jak jestem wiedźmą. To nie uśmiecha mi się pojawić się w świecie upadłym.

– Pożegnaj się z ziemią kobieto ! – wrzeszczał chłop wznosząc swoje gigantyczne ręce w stronę wiedźmy. 

Wiedźma lawirując w powietrzu uderzyła chłopa miotłą w głowę i wleciała na najwyższą wieżę ratusza miasta Frankenstein.

-Spróbuj mnie tu dosięgnąć! – krzyknęła z góry. 

Pogoda tego dnia była wyjątkowo kapryśna, wiatr wiał od Gór Bardzkich i Złotych, a zacinał tak mocno, że żaden duch czy demon w powietrzu nie mógł się utrzymywać. Zwiało też i wiedźmę, zamiast na szczyt wieży, to przez niewielkie okno trafiła do głodowego lochu, prosto w drewniane dyby. Frankenstein pobiegł do głodowego lochu, by podjąć walkę z wiedźmą. Nasz bohater nie był zbyt dobry w sztukach walki, za to słabo się bił.

Wiedźma, mimo skrępowania, bardzo dobrze poradziła sobie z przeciwnikiem. Obracając nadgarstkami i szepcząc pod nosem, łacino podobne hasła, zupełnie sparaliżowała ciało Frankensteina. Z pomocą Frankensteinowi z czasów współczesnych przybyła Nikolandia. Zaśpiewała piękną balladę, która uśpiła wiedźmę…  Mimo, że Frankenstein nie umiał się bić, to był bardzo silny. Więc podniósł wiedźmę do wieży. Gdy szedł do wieży pomyślał – muszę nauczyć się. Całe szczęście mam przyjaciela, który może mnie nauczyć. Gdy ożywiłem tego pana bardzo się go przestraszyłem i uciekłem gdzie pieprz rośnie a on po prostu wyszedł w moim ulubionym kitlu z moim nazwiskiem i pewnie wszyscy będą myśleli, że to ja że zwariowałem do reszty muszę go znaleźć ale nie wiem gdzie szukać ale jakoś dam radę kto nie jak Frankenstein !!!! 

 Noc była księżycowa, blade światło wydobywało z mroku ściany kamienic.

Dostrzegłem też mój cień – straszny, spotworniały.

-Czy to ja byłem potworem, czy to potwór był mną? Wtedy w oddali zobaczyliśmy maleńkie światełko, które po chwili zgasło, gdyż rozpętała się burza, jedyne co pamiętam głośny oddech Jego… I po cichutku poszliśmy w dal zostawiając śpiącego doktora w swojej pracowni. Odwróciłam się, zobaczyłam latający spodek, który promieniem światła podświetlił potwora. Miałam nadzieję, że obcy przybysze zabiorą go ze sobą. Koszmar skończyłby się. Zimny wiatr muskał mu twarz, gdy zobaczyłem go. Był taki jak w moim Koszmarze. Już od jakiegoś czasu przebywam w tym mieście. Przyjście tu to był mój największy błąd. Nagle poczułem olbrzymi ból. To nie było moje ostatnie uczucie. Ale tak się nie stało. Potwór uciekł do kanału i zniknął. … potwór wyszedł z kanału czując zapach świeżej krwi. Wydał z siebie straszliwy ryk, co wywołało ogólny strach mieszkańców. Pobiegł do pobliskich gospodarstw i zobaczył w oddali małą dziewczynkę…… Podszedł do niej. Okazało się, że trzyma w ręce odciętą, męską głowę. Dziewczynka zaczęła nucić, odezwał się do niej…

-„Czyja to głowa?”. Ona niepokojąco nuciła coraz głośniej niepokojącą nutę. Echo niosło się coraz głośniej. Mężczyzna nie wiedział czy to prawdziwy harmider czy to krzyk w jego głowie. Z czasem odcięta głowa zaczęła nucić wraz z dziewczynką …

Mężczyzna był na skraju szaleństwa. Poczuł niemoc ogarniającą całe jego ciało. Strach sparaliżował wszystkie jego mięśnie. Spojrzał na dziewczynkę. Jej oczy stały się martwe. Wywrócone białkami do góry. Uśmiechnęła się do niego, przygryzła wargę aż do krwi. Odezwała się: – Od tego nucenia zrobiłam się BARDZO głodna… po czym zaczęła szukać najbliższego sklepu mięsnego. Wyciął serce z Kobiety i wyciął serce Mężczyzny… po czym serca zamienił w ciałach zaszył je 4 szwami Kobieta zaczeła myśleć jak Mężczyzna a Mężczyzna myślał jak Kobieta i wszystko było szczęśliwie i dobrze. Bo Kobiecie bardziej się chciało, a mężczyzna mniej mógł.

I poszli szukać nowych ciał… „Patrz, jaka piękna dziewczyna” – krzyknęła ona i została zjedzona przez stado owiec czarnych. Nikt nie zauważył jej zniknięcia… Nie została zjedzona przez stado wiec, tylko zamieniła się w mgłę która unosi się nad miastem. Mgła ta okazała się być pierwotną wersją wirusa Covid 19. Mogła też być wskrzeszoną zarazą z dawnych lat. Która miała pogrążyć ludzkość w odmętach szaleństwa. Ale szaleństwo wciąż krążyło w mieszkańcach miasta. Zdarzało się usłyszeć jęki, zgrzytanie zębami czy krzyki, nie zawsze dokładne słowa, lecz zawsze ból. Krzyki nie pozwalały mieszkańcom zaznać spokoju, więc postanowili na własną rękę sprawdzić co się dzieje. Przez maleńkie okno widzę skrawek nieba a na nim srebrną tarczę księżyca. Noc która spowiła miasto była dla Frankensteina okazją by przemykać między uliczkami tak by nikt go nie widział. W nowej kryjówce obmyślał plan morderstwa. Zabójstwo pięknej córki burmistrza, którą ujrzał przemykając się w nocy po mieście. Zastrzelić i wypatroszyć. FRANKENSTEIN WIEDZIAŁ, ŻE TYLKO ONA JEST NA TYLE PIĘKAN, BY MOGŁA STANOWIĆ PODSTAWĘ DO JEGO NASTĘPNEGO EKSPERYMENTU. WIEDZIAŁ TEŻ, ŻE NIE MOŻE JEJ ZBYTNIO USZKODZIĆ. CHCIAŁ UNIKNĄĆ BŁĘDU ZE STWORZENIEM PIERWSZEGO, SZPETNEGO MONSTRUM. Frankenstein powrócił… Wraz ze śmiercią swojego twórcy stracił sens swojego istnienia. Brak natchnienia spowodowało, że zechciał przenieść się w inne otoczenie. Jako swoją nową siedzibę wybrał sobie tereny w niedalekim sąsiedztwie Torunia, obok Bydgoszczy, czyli w mieście Fordon. Tam żyjąc między ludźmi nadal pałał żądzą zemsty na rodzaju ludzkim… Niepokoje społeczne jakie panowały w XVII wiecznej Europie udzieliły się także tu i fala polowań na czarownice pozwoliła Frankensteinowi na to, by jako zaufany sędzia skazywać oskarżone kobiety. Frankenstein przyczynił się do wielu wyroków jakie wykonano na ponad 50 kobietach! Większość z nich skończyła się spaleniem na stosie, kilka z nich nie dożyło swojej egzekucji, ponieważ zmarły w wyniku zastosowanych tortur. Tak w wyniku ponad 70 procesów o czary nasz „bohater” przyczynił się do powstania powieści FORDOŃSKICH CZAROWNIC. Dziś to miejsce słabo pamięta krzyki, prośby czy modlitwy tamtych przerażonych kobiet, ale staramy się aby w ich imieniu przemówić i przypominać o wypadkach, które już nigdy nie powinny się powtórzyć. (Aneta Szydłowska # FORDOŃSKIE CZAROWNICE). Niedługo po tych wydarzeniach przeniósł się do dużo piękniejszego Torunia. Tam po paru tygodniach włóczęgi osiadł na dobre przy jednej z ulic Starego Miasta. Poznał przy tym pewną niewiastę, która przedstawiła się jako wnuczka z nieprawego łoża jednego z bardziej znanych toruńskich postaci – Mikołaja Kopernika. Jak się miało później okazać ta znajomość stała się początkiem seri niezwykłych zdarzeń… Frankenstein spędzał z tą dziewczyną co raz więcej czasu, ale pewnego dnia musiał wyjechać wiec wsiał w pociąg o pojechał do Wiśniowej na Podkarpaciu. Tam poznał śmiesznego karła i żyli długo i szczęśliwie. Ale szczęście szybko minęło, bo przyszło na świat 5 dzieci rok po roku, Frankenstein …………. tym ……… stronę Poznał piękną damę i się męczył dalej… Tajemnicza dama nosiła welon w kolorze czarnej perły. Kiedy pewnego wieczoru popijali czerwone wino namówił ją by go zdjęła okazało się że, pod welonem kryła się twarz starego mężczyzny, który nie miał jednego oka i przednich zębów. Nazaliż, okazało się że ów starzec nie kto innym był jak Franzem Hinterzimmerem co począwszy od zimnej wiosny roku 1743 pełnił urząd lichwiarza Banku Pamiliji Grӧterg z Gӧrlitz:

– Myślałeś Pan że nie dosięgnie cię w tym mieście ręka wielmożnego a spójrz- oto stoję tu przed tobą w sukni ślubnej i 5 ogarów piekielnych mam na smyczy i gotów żem jest ściągnąć z ciebie resztę zapożyczenia choćby życie mnie by to mioło kosztować.

Woda napłynęła potworowi do oczu – nie miał już on złamanego grosza i w chwili goryczy tej, oberża jakby zawaliła się wściekle sama a dziwne brzaski i kolosy tchnęły w niego ukrytą mu nieznaną prawdę

– Breloczek z plastikowym kościotrupem – szepnął.

Koronawirus zaatakował ze zdwojoną siłą gdy ludzie usłyszeli plastikowy szept szczepionki z kościotrupem na etykiecie.

– Po 5-ciu latach praprapra…wnuk Festera na wzgórzu, pałacu Marianny w podziemiach 27 fontanny znalazł księgę (piątą) z kolei tych jedynych, których nie udało się palić Armii Krajowej po 1945 roku. Wnuk ten odczytał recepturę lekarstwa na COVID-19. Znowu zapanował spokój.

Receptura lekarstwa okazała się jednak nieskuteczna. Nikt w swoich najbardziej katastroficznych przewidywaniach nie spodziewał się nowej odmiany tego wirusa…. Delty. Historia zatoczyła koło.

Okazało się jedną wielką niewiadomą. Czy celowo grabarze przyczynili się do zgonu tak wielu osób, czy to było niezamierzone??? Tego tak naprawdę nikt nie wie.  Ale jednak zaraza wróciła. Najpierw powoli jako „alfa” potem co raz silniej. W tym czasie medycy postanowili walczyć z grabarzami. Ich walka trwała długo. Ich medykamenty skutecznie walczyły z truciznami grabarzy tylko w momentach wzrostu śmiertelności z powodu zarazy. Czy uda im się pokonać grabarzy ?? Ludność była silna i zjednoczona, jednakże zaraza nie miała strasznych konsekwencji, aż do dnia dzisiejszego…

Rozpoczęła się apokalipsa, złość, nienawiść, obawa o własne życie, co mogło powodować, że osoba patrząca inaczej była oskarżana o kontakt z diabłem. Nagle przyjechali grabarze na czarnych, złowrogo wyglądających koniach. Rzucili w tłum tajemniczy proszek i szybko odjechali.

Nad miastem pojawiły się czarne chmury, błyskawice cięły niebo. Ludzie zaczęli krzyczeć. W dużym zamku w kącie miasteczka mieszkał Victor Frankenstein, który kończył dzieło swojego życia – nowego człowieka Frankenstein powrócił i wywołał znowu pandemie- epidemie deltę, która zaraża jej objawy to: ból gardła, katar, wysoka gorączka oraz wymioty.

Jednak gdzieś jeszcze tliła się iskierka nadziei…,

Która przecież umiera ostatnia!

Jako że, iskierka nadziei umiera ostatnia, do miasteczka przyjechał jegomąż z południa Polski. Ów jegomość nic nie wiedział o tym co tu się stało i zaproponował zrobienie Festiwalu Spokoju.

A ponieważ historia lubi się powtarzać w roku 2020 powraca Frankenstein w postaci nietoperza- rzuca zarazę na ludność całego świata! Epidemia nosi tym razem nazwę – Covid 19.

A źli grabarze każą się wszystkim szczepić, szczepionkami spreparowanymi ze zwłok zmarłych.

Wszyscy zgineli

Co tydzień gineło 1500 Osób

… a może i więcej…

……….

Jest rok 2021 lipiec 31, trochę zaraza odpuściła- można uwierzyć, że będzie trochę lepiej. Choć….. władze od sierpnia znowu zaczną nas straszyć liczbą zarażonych i umarłych na Covid 19. Szczepienia cdn….

Może będzie lepiej i zaraza się skończy….

a może nie -> ZOBACZYMY

Tymczasem…. w Kutnie pojawiła się postać przypominająca Frankensteina…. a może to tylko taka legenda?

Tego nie wie nikt, ale jednostki opowiadają sobie anegdoty, że Frankenstein przemierza ulice i zagląda do okiem. Ile w tym prawdy? Nocą grupa turystów z Czechowic-Dziedzic zwiedzając uliczki Ząbkowic Śląskich natknęła się na dziwną postać….. Dziwnie ubrany mężczyzna przemykał uliczkami uciekając przed ludzkimi spojrzeniami…. kto to był? My nie wiemy… a Wy? Jak myślicie.  Jego strój mógł wskazywać, iż pochodził z XVIII w z okolicy Anglii. Ciemne i złowrogie spojrzenie tylko na moment zwróciło się w kierunku turystów, a przeraźliwy skowyt przerwał milczenie nocy

Turyści od razu skojarzyli ową postać z Dawnymi strojami grabarzy i doktorów plagi, bojąc się powtórki z kilku wieków zamierzano go gonić… Mężczyzna uciekał, lekko utykając. Skręcił w wąski zaułek, turyści z krzykiem rzucili się na nim. Podejrzany osobnik potknął się, upuszczając coś z brzękiem na bruk – był to zakrwawiony nóż rzeźnicki !.. czy mógł być mordercą? Tej dwójki dzieci które leżały kilka ulic dalej czy był tylko przypadkowym świadkiem który wzioł nóż do ręki gdyż był nieświadomy jak straszne to było narzędzie. Ludzie którzy go dostrzegli uznali że był winien więc go pojmali jednocześnie zabierając sznur ze sobą by go powiesić na najbliższym drzewie. W opustoszałym zamczysku spędził kilka tygodni, czekając aż rozgniewani mieszkańcy zapomną o sprawie. Niestety, nic takiego nie nastąpi. Co noc patrole nocne się zwiększały a psy tropiące były coraz bliżej zapachu prowadząc do nawiedzonego zamczyska. Tak, Frankenstein był coraz bliżej prawdy. Niestety, nie był sam! W zamku był jeszcze ktoś inny. Może nawet bardziej niebezpieczny niż On sam! Frankenstein zrozumiał wtedy, że największą plagą ludzkości jest niewiedza i ciemnota, dlatego postanowił przeprowadzać swoje eksperymenty w największej tajemnicy, by nie narazić się na przedwczesne ataki profanów. Tych badań nie ujawniał, czekając co się wykluje w laboratorium: nowy człowiek czy monstrum? Nie można wszak bezkarnie naruszać tajemnic życia i śmierci…  Pomimo, iż wcześniejsza próba odtworzenia życie nie skończyła się powodzeniem pragną wciąż się starać. Jego narzeczonej już nie było, wyrzuty sumienia nie pozwalały mu nawet spać. Stronił również od strawy. Wiedział, że nie spocznie puki nie zwróci jej tak brutalnie skradzionego życia. Ostry swąd wdzierał się w nozdrza, nawet specjalna pasta nie mogła go stłumić. Otaczające go rozkładające się ciała już od dawna przestały go odstręczać, czuł się wśród niech całkowicie swobodnie. Nawet pusty wzrok części denatów przestały go stresować. Dawno zeschnięta krew na posadce przestała się już roznosić dzięki czemu przemieszczanie się nie było już tak uciążliwe. Ostatni składnik. Jeszcze ta jedna ważna rzecz… Brak sporządzonych notatek doprowadzała go do szewskiej pasji.

– Jak mogłem nie zapisać… ostatni składnik… co to mogło być?! – frustracja w głosie naukowca przybrała na sile

Być może tym ostatnim, ale najważniejszym składnikiem była krew z żywego, pulsującego serca lub też rozgotowany szpik z kości ludzkich. Jednak, aby się tego dowiedzieć trzeba wspiąć się o północy na Krzywą Wieżę we Frankenstein (Ząbkowicach). I gdy sowa z Gór Sowich odezwie się trzy razy otworzy się kapsuła na dachu wieży i wypadnie z niej tajny dokument. „Trzy krople krwi z młodej dziewicy szczypta z grzyba, który truje, 5 włosów z pięknej blondynki i świeży proch z czaszki” – Receptura. Niestety, nasz bohater zapomniał, że jakiś czas temu chciał zrobić eliksir miłości i wykorzystał proch z czaszki oraz włosy, ów blondynki. Jego zadaniem było zatem znalezienie i zdobycie składników potrzebnych do mikstury…Aby otrzymać miksturę znów musiałem pójść na cmentarz i wykopać kolejne zwłoki dziewic, wspaniała sprawa. Podczas wykopywania zwłok ziemia zapadła się. Straciłem przytomność. Gdy się obudziłem, zobaczyłem wokół mnóstwo trumien, w których zaczęły poruszać się wieka. Z trumien wyskoczyły trzy magiczne postacie i zaczęły uciekać w dół precz ze cmentarza. Już po chwili znikli za drzewami. Jedną z nich byłam ja. Upatrzyłam sobie pięknego bladego młodzieńca. Oczarowałam go swoimi lokami i przepadł w czeluściach ząbkowickich czeluści. Złuda tego świata wypala rozum, oczy oszukuje.  Żyję gdzieś w lochach Ząbkowickiego Ratusza.

  • -Żyję, piję i umieram, w jaskini grzechu- czyściec mój

Odnajdziesz mnie wśród oplutych szczątków mogił w stoleckim lesie, gdzie wraz z czterema kompanami, wśród stuletnich jesionów oczekuję na sądny dzień. Nihil verum nisi Mors!

Las, który zamieszkujemy przepełniony jest szarością i mrokiem. Gdy wejdziesz możesz nie wyjść, a szczątki twe przerobiony zostanie na eliksir. Jeśli przechodzisz obok zwodzić cię może zapach bajkowego bzu, lecz w środku w powietrzu unosi się zapach grozy i strachu. Unikaj jeśli nie chcesz zostać jednym z nas, lub zostać straconym… na zawsze…

Z trudnością uchwyciłem siekierę zmęczony ostatnim ćwiartowaniem, cały zbroczony krwią sięgałem jedynie czasem po łyk wody, zmęczenie było tym bardziej silne im bardziej tłuste ciało trafiło pod moje ostrze, śmiercionośnej furii zdawałoby się nie mieć końca. Zaślepiony swoimi chorymi wizjami nie mogłem stracić wrażenia, że to wszystko ma większy sens. Absolutnie nic nie miało znaczenia przy tworzeniu eliksirów. Z uporem drążyłem kolejne zwłoki splamiony po pas w krwi, jednak w oknie widać było już wieczór co przywoływało u mnie straszne wizje, których nigdy nie przestałem chcieć widzieć…

Frankenstein żyje… Kto mnie odnajdzie. Wszelkie ciemności są ze mną, szum liści, wiatr na wzgórzach chroni mnie znacznie. Nie widać mnie za dnia i nie słychać. Noc jest moim przyjacielem. Powielam stare błędy, to moja natura. Piorun mnie olśnił. Ta burza mózgów, moich poprzednich właścicieli, członki nie pamiętają kim byliśmy. Ale teraz już czas na łowy, niezręczne ruchy miastem – je ciemność. Coś jest… Gryzoń, szczurek, zaraz go pochwycę… coś na ząb…

W pewien deszczowy dzień, w szalejącej burzy, Frankenstein wyruszył do opustoszałej wówczas Twierdzy Kłodzkiej. Zaglądał do każdej izby, każdego zakamarka. Nie wiedział, że ostatnie drzwi, które przekroczył, zamykają się same i nie ma możliwości, by otworzyć je ponownie. Tym sposobem sposobem utknął na twierdzy na zawsze…

Czy aby na pewno?

To okazało się dopiero kilka dni później, kiedy to…

Dziś nagle u stóp górki zobaczyłam wychylające się palce, pokrwawione, zdeptane i zmiażdżone. Słońce zapłonęło na niebie, niebywała jaskrawość, kręcące okręgi wokół słońca… czy to już jego dziedzictwo?!?! Ten dźwięk… syczące jak potężne żmije… zaczął mnie oplatać. Ból, w końcu mój jęk!! Niebo zaczęło ciemnieć, z mroku zaczęły wysuwać się małe chude szkieletory… ten smród…

Noc była burzowa, pobliskie wzgórza i góry Międzygórza oświetlane były błyskawicami. Dwójka zabłąkanych turystów podążała do domu, ale czy dotarła czas pokarze…

W tym samy czasie w chacie u podnóża góry rodzina, składająca się z 4 osób (ojca, matki i dwóch synów) jadła kolację. Ogień trzaskał w kominku a zapach pieczonego kurczaka roznosił się wokół. Palące się światło i zapachy zwabiło istotę czającą się za oknem. Istota bacznie obserwowała rodzinę.

Jednak zapach pieczeni był tak zniewalający, że rodzina wszystkimi zmysłami rozkoszowała się jadłem. Czym była noc za oknem? Czym były jakiekolwiek opowieści zasłyszane po uliczkach, ciemnych zaułkach, a nawet cmentarnych mogiłach? Czy pochłonięci wspólnym posiłkiem daliby radę, choć największej obecności Niepokojącego za oknem? Nagle usłyszeli krzyk dobiegający zza drzwi. Przerażeni czekali, co będzie dalej…

Krzyk nie ustawał. Wręcz przeciwnie nabierał mocy. Były to okrzyki raczej kobiece. Turyści poczuli, że ich pełne żołądki i treść w nich zawarta podchodzi im do ust. Trwoga to zbyt słabe określenie jakim można by nazwać to, co poczuli. (

Nadleciał mega nietoperz i zaczął porywać ludzi, poczynając od małych, rozwytych bachorzątek do swojej jaskini na pobliskim wzgórzu. A morał z tej historii jest taki, żeby nie zabierać maluchów na wakacje.

(To znaczy, żeby były grzeczne)

Odraza jaką Potwór budził wśród ludzi, ich przerażone spojrzenia i wstręt nieuchronnie doprowadziły do wielkiej samotności Frankensteina i jego nieodpartej chęci posiadania towarzysza, może nawet przyjaciela. Np. psa. Frankenstein podjął decyzję, że sprawi sobie psa. Sprawi dosłownie. Dokładnie w ten sam sposób, w jaki sam powstał.

Pieska nazwał Prometeuszek

Ale coś poszło nie tak… pies Frankensteina zaczął się dziwnie zachowywać… Zaczęła mu lecieć piana z gęby w tym momencie Frankenstein przypomniał sobie, że go nie szczepił! 

Moje zęby coś przeżuły, ale mój żołądek ciągle jest psuty. Im więcej jem, tym bardziej czuję się nienasycony. Czy jest coś, co nasyci mój głód? A może szukam w nieodpowiednich miejscach, może powinienem swe kroki kierować tam, gdzie już nikomu głód nie wadzi, a ciało nie jest niezbędne, zostaje pustą skorupą?

Na tutejszym cmentarzu, pies o imieniu Bruno wykopał kość. Ta kość przyczyniła się do rozprzestrzenienia pandemii koronawirusa. Byliśmy przerażeni… Epidemia opanowała nie tylko miasto, ale i cały świat.

Miejscowy znachor w tajemnicy przed mieszkańcami zaczął przygotowywać miksturę, która miała ograniczyć epidemię. O jego przygotowaniach dowiedział się miejscowy kowal. W nocy się zakradł do szopy znachora i wykradł sporą ilość mikstury. Mikstura u kowala i jego rodziny spowodowała dziwne zachowania. Kowal stał się pośmiewiskiem ludności a to jednak nie uchroniło przed zarazą. Kowal opłakiwał najbliższych a znachor dalej pracował nad miksturą.

Znachor znalazł pomocnika Mahometa Grunwalda, z którym starał się opracować nową miksturę. Mikstura miała na celu wyleczyć i uchronić różowowłosych ludzi przed głupotą

Niestety świat jest tak skonstruowany, że głupota ludzka jest nieuleczalna. Nowi znachorzy próbowali co jakiś czas nowych medycznych sztuczek. Począwszy od dzielenia włosa na czworo, poprzez zakładanie dziwnych przedmiotów na twarz, takich jak przyłbice czy maski, a skończywszy na wbijaniu ostrej igły w prawe ramię, aby oznaczyć tych, co z zarazą mieli kontakt.

Do Ząbkowic sprowadzono krowę Lodzie, która na pozór była sobie zwykłą krową mleczną. Jednak każdego miesiąca dnia 15 o godzinie 00:00. Jej oczy płonęły niczym diabelskie piekło, a kopyta były rozgrzane do czerwoności tylko jedna istota mogła nad nią zapanować była to sowa, która mieszkała na szczycie krzywej wieży.

Mahomet Grunwald po pewnym czasie zaczął domyślać się, iż krowa, którą przywieziono zeszłej nocy, nie jest taka zwyczajna. Pewnego wieczoru znahor wybrał się na pastwisko, aby dokładniej przyjrzeć się zwierzęciu. Spędził tam dość sporo czasu. W końcu wybiła północ i dzień 15 kwietnia. W ułamku sekundy zwierzę przestało rzuć polną trawę, a jej oczy stanęły w płomieniach niczym ognisko w letnie wieczory. Znahor przestraszył się na śmierć, chwycił za papier i pióro i zaczął zapisywać i rysować niesamowite zjawisko „krowiego piekła”. Mężczyzna zdał sobie sprawę, że mikstury, które opracowywał były testowane na wiejskich zwierzętach, m.in. na krowach i koniach.

– Czy to możliwe, że jest więcej zwierząt, które zareagowały w ten sam sposób na miksturę, którą przyrządziłem? – pomyślał Mohamed

Nowa mikstura opracowana przez znachora była obiecująca. Podana szczurom okazała się skuteczna, zwierzęta wyzdrowiały. Postanowił ją podać swojemu psu i choremu sąsiadowi Anzelmowi. Pies nie zachorował, ale chory nie był. Więc trudno było ocenić jej skuteczność. Na sąsiada za to zadziałała w dość niezwykły sposób. Poczuł się lepiej, to prawda, w końcu nawet wyzdrowiał zupełnie, ale zaczął się dziwnie zachowywać. Był kawalerem, który nie zamierzał się ożenić – przynajmniej do tej pory. Znachor zauważył, że Anzelm odkąd wyzdrowiał zaczął opowiadać, że „zrobi” sobie żonę. Zaczął się też interesować zgonami młodych kobiet, a raczej ich ciałami …

Przydała by się mikstura, jad ropuchy, ogon szczura by zrobiła wnet porządki śród splątanej polskiej grządki

Pary by się uśmierciło by lepiej na świecie było

By się świat poprawił wreszcie część na stos by

Część w areszcie!

Mikstura, która uleczyła psa ku zgrozie mieszkańców Ząbkowic vel Frankesteinu dostała się do miejscowej kanalizacji. Wszyscy pijący wodę ze źródeł miejskich zaczęli z dnia na dzień coraz dziwniej się zachowywać

Nawet w słoneczne dni, mieszkańcy unikali promieni słonecznych, zasłaniali okna, a gdy musieli załatwić sprawunki na mieście – zasłaniali twarze i przemykali chyłkiem pod murami…

Podróżnicy przybywający do miasta byli traktowani wrogo, z otwartą niechęcią wyganiano ich z centrum.

Jednak jeden z podróżników, przebrał się dla niepoznaki, aby nie zostać wygonionym z miasta za kobietę i w ten sposób udało mu się zostać w mieście

Tego wieczora udał się do gospody przy rynku, gdzie w mrocznej sali w piwnicy spotkał jednookiego jeźdźca w szarganej podróżą opończy. Szynkwarz podał im po kuflu lokalnego trunku

Jednak on był smakoszem wina i poprosił od razu o dwie butelki. Po ich wypiciu zdemaskował się, że jest mężczyzną, co bardzo zdenerwowało jednookiego. Jednooki chodził po mieście ze swoim psem i dlatego nikt się go nie bał. Pies był olbrzymi, paszczę miał ogromną jednym klapnięciem swoich zębów potrafił zmiażdżyć nogę dorosłego mężczyzny.

Po winie niewiele pamiętał…

Był wtorek 21 września. Jesienna pogoda nie dopisywała. Wiał przerażający wiatr, jakby ktoś się powiesił. Na cmentarzu obok kościoła zobaczyłem rankiem podejrzany cień przesuwający się wzdłuż murów. Zignorowałem jednak to, przybyłem tu w konkretnym celu. Coś jednak nie dawało mi spokoju i wyszeptałem słowa modlitwy. W głębi cmentarza miałem już upatrzony grób dziecka, które zmarło zaraz po aferze grabarzy. Pomyślałem… : mniejsze kości, mniejszy ciężar. Czas przetestować przepis na truciznę z arszeniku wydobytego w Złotym Stoku. Chcę sprawdzić, czy według informacji krążących w moim środowisku jest to sposób na pozbycie się ciała.

Gdy podszedłem do grobu wdepnąłem w coś.

– o cholera – pomyślałem.

Widok rozbebeszonych wnętrzności wzbudził moje przerażenie. Przecież to dziecko nie zrobiło tego samo. Kto mógł je widzieć ostatni… Ksiądz? Grabarz?

Po chwili jednak oprzytomniałem! Należy działać szybko- nim ktokolwiek mnie tu ujrzy. W oddali zapiał pierwszy kur…. Niezwłocznie przystąpiłem do amputacji kończyn nieboszczyka. W głowie wciąż kołaczyły się myśli odnośnie osoby, która była tu chwilę przede mną… Zapomniałem, że wciąż może kryć się wśród cmentarnych alejek…

Zebrałem szczątki do torby i szybko pobiegłem do laboratorium. Musiałem przetestować przepis. Rozpocząłem tworzenie mikstury. Po jej przygotowaniu wrzuciłem do gorącego roztworu fragment kości. Niestety ku mojemu rozczarowaniu nic się nie wydarzyło. Musiałem popełnić jakiś błąd… Na szczęście zapas szczątków wystarczy mi na jeszcze kilka testów. Dopiero jeśli uda się z kośćmi dziecka będę mógł spróbować z kośćmi dorosłego człowieka. One mają większą gęstość i będzie jeszcze trudniej…

Kości dziecka ani dorosłego nie nadawały się jednak do eksperymentu. Wówczas zawołano starego ogrodnika, który miał styczność z magią i okultyzmem. Przybył on z daleka, a najstarsi mieszkańcy tych stron nie wiedzieli skąd przybył i ile ma lat. Stary ogrodnik, zasadził czarną różę, z tajemniczego flakonu wylał na nią trzy krople krwi. Róża zapłonęła, a w jej miejscu pojawiła się piękna niewiasta…

Niewiasta miała na imię Agela. Nauczyła się ludzkiej mowy i zamieszkała wśród mieszkańców Ząbkowic Śląskich. Kilka dni później znaleziono pierwsze zwłoki człowieka, były one bez jednej kropli krwi…

Zwłoki człowieka były jeszcze ciepłe. Jak to możliwe, że martwe ciało bez krwi nie budziło obrzydzenia, a raczej litość. Czy to jest możliwe: pokochać kogoś martwego, zmienionego przez akt bezczeszczący ciało…?

Skrócił o głowę, wydarł trzewia… w ziejącą pustkę wepchnął to co najlepsze!! Tak człowiek stworzył człowieka na swoje upodobanie.

Wierząc, że jest pionierem i robi coś wspaniałego, nie przejmował się dłońmi skąpanymi we krwi. Łączył coraz to nowe kości, mięśnie i tkanki, kończąc budować nowe ciało dla istoty o której wielu już zapomniało. Wierzył, że tym razem zrobi to lepiej, a Frankenstein stanie się istotą doskonałą. Kończąc, wiedział, że pozostało mu już tylko we wciąż martwe ciało wlać iskrę życia i osobowość jego dawnego towarzysza.

Coś go jednak powstrzymało przed tym ostatecznym gestem. Począł rozważać, czy to na pewno osobowość dawnego towarzysza będzie najodpowiedniejsza… Co robić? Co robić?!

Rozmyślam… Co robić?

Co jeśli się nie uda stworzyć człowieka idealnego?



ciąg dalszy nastąpi….

zmiana czcionki